Artykuł opublikowany pod adresem:     http://gigawat.net.pl/article/articleprint/715/-1/63/

Energetyce potrzebne są pieniądze


Informacje Numery Numer 04/2006

Polska gospodarka stoi przed potężnym szokiem cenowym, który nastąpi w latach 2008-2009. Po pierwsze: potrzebny jest impuls cenowy, który uruchomi inwestycje.

Po drugie: nastąpi dyskontowanie w cenie energii kosztów pozwoleń na emisję. To jest proces ogólnoeuropejski i Polska z tego procesu przecież się nie wyłączy. A jaki szok cenowy nas spotka?

W rządowym dokumencie mówi się, że jeśli nic nie będziemy robić, to podwyżki będą rzędu 15-20 procent, co sugeruje, że jeśli cokolwiek zrobimy, wdrożymy program rządowy - to podwyżki będą niższe.

Łatwo jednak policzyć, że jeśli wdroży się program inwestycyjny zapewniający budowę nowych, niezbędnych mocy wytwórczych w energetyce, to impuls cenowy będzie zawierał się pomiędzy 30 a 40 procentami. I to są inwestycje wyłącznie w źródła. A do tego trzeba dołożyć to o czym mówi rząd, że od 1998 roku cena energii w Polsce wzrosła o 15 proc. powyżej inflacji. Proszę zatem powiedzieć ile megawatów nowych mocy w tym czasie powstało? Wiemy, że nie... powstało. Więc jest tu jakiś problem. Trzeba by ten problem zdefiniować! I określić, dlaczego te podwyżki nie wywołały inwestycji i postawić pytanie czy kolejne podwyżki wywołają niezbędne inwestycje. W dokumencie rządowym nie jest nigdzie wyraźnie napisane, jaka będzie polska energetyka.

Dzisiaj wszyscy widzą i wiedzą, że jest ona węglowa. I wszyscy – może poza tymi, którzy uczestniczą w badaniach specjalnych – wiedzą, że Polska stoi na węglu i jeszcze przez bardzo, ale to bardzo wiele lat mierzonych perspektywą ludzkiego życia, będzie na węglu stała. I Polska będzie miała energetykę węglową. Udawanie że jest inaczej, jest zwyczajną grą. Trzeba tej energetyce dać środki, pozwolić na inwestycje. I trzeba się liczyć z tym, że rzeczywiste podwyżki będą na poziomie od 30 do 60 procent, a tego ani polskie społeczeństwo, ani polska gospodarka nie wytrzyma!

I jeśli to będzie sekwencja taka, że najpierw będzie konsolidacja, a potem podwyżki - to społeczeństwo nie da sobie wytłumaczyć, że podwyżki wywołane były przyczynami obiektywnymi. Tak naprawdę one będą obiektywne na poziomie 30 proc...

Człowiek czuje się dobrze wtedy, kiedy ma prawo wyboru, wielu ludzi tego prawa wyboru boi się i dlatego nie chce, obawia się liberalnej gospodarki. Bo liberalna gospodarka oznacza konieczność codziennego dokonywania wyboru. Ale tak naprawdę ludzie w swojej większości tego wyboru chcą. Nie chcą mieć takiej sytuacji, że mogą kupić każdy rodzaj samochodu pod warunkiem, że będzie to czarny ford typu T. Jeśli ja nie mam wyboru, to czuję się zniewolony. Jeżeli w Polsce nie będzie możliwości wyboru – to polskie społeczeństwo takie rozwiązania odrzuci. I z tym mogą być poważne problemy. To się przekłada także na relacje biznesowe.

KGHM zrezygnował z budowy własnej elektrociepłowni, przy dalszych podwyżkach energii elektrycznej o 30 proc. dla KGHM oznaczać to będzie zamknięcie tego biznesu, bo 20 proc. kosztów produkcji w tej firmie stanowią koszty energii. To będzie oznaczało koniec nie tylko dla huty, ale także dla kopalni, bo samej rudy miedzi przecież się nie eksportuje. O innych hutach jak np. Łaziska, Łabędy czy Konin wspominać nie będę, bo ta sytuacja jest identyczna. My stoimy naprawdę przed bardzo poważnym problemem. W dokumencie rządowym dotyczącym energetyki choćby się czytało cztery razy, nic nie znajdziemy na temat rynku. Nie ma ani słowa o tym, jak ten rynek będzie uruchomiony, albo jak konsolidacja w uruchomieniu tego rynku pomoże...

Nie ma także ani słowa o konkurencji europejskiej, ale na wszelki wypadek podam nie do końca wszystkim znane fakty, że teoretyczna możliwość importu energii elektrycznej z południa i z zachodu to jest 500 MW w lecie, a w zimie praktycznie zero. To nie ja to odkryłem, ale to podaje prezes PSE Operator. Ja to potwierdzam, bo te fakty także znam ze swojego doświadczenia. Dzisiaj zastanawiamy się, jak rozwiązać kontrakty długoterminowe.
A za pięć lat możemy stanąć przed koniecznością odpowiedzi na pytanie, co w ogóle począć z polską energetyką

Jan Kurp, prezes PKE ad vocem: Gdzie się podziały te pieniądze – pyta Pan Profesor? Na przykładzie PKE mogę powiedzieć, że w 2002 roku PKE zapłaciło 450 milionów złotych podatku, a w tamtym roku zapłaciło 1050 mln złotych podatku. Gdzie są te pieniądze? W budżecie! Gdybyśmy nie musieli płacić tych podatków - to bylibyśmy w stanie każdego roku budować od 100 do 150 MW nowych mocy.

Prof. Krzysztof Żmijewski: Ja nie stawiam nikomu zarzutów. Ja przytoczyłem tylko fakty i liczby z dokumentu rządowego. Jeśli pan prezes Kurp twierdzi, że energetyka jest drenowana przez budżet ze środków to ja mu przyznaję rację, bo nie możemy się kłócić na temat faktów. Dżentelmeni mogą fakty interpretować, ale nie mogą się o nie kłócić. Wprowadzenie akcyzy na energię elektryczną było oczywistym drenażem, obniżającym dramatycznie przychody z prywatyzacji. Ja o tym pisałem i głośno mówiłem, że to co sobie państwo z jednej kieszeni jedną ręką wzięło, to drugą - z drugiej kieszeni - sobie wyjęło. Inwestorzy dokładnie o tyle obniżyli wartość polskiej energetyki. Natychmiast! Takie dyskonto ujemne się pojawiło od razu. Państwo pieniądze z energetyki zabiera. To nie zmienia faktu, że społeczeństwo tego nie wie i nie widzi...

Społeczeństwo ocenia energetykę i wzrost cen energii. Ani jednego słowa o niegospodarności energetyki nie powiedziałem, takie słowa nie padły. Ja analizuję jako ekspert sytuację, którą widzi społeczeństwo i która będzie miała reperkusje polityczne i gospodarcze. Jeżeli państwo tak się będzie zachowywać wobec energetyki, jak się zachowuje dzisiaj - to konsekwencje będą bardzo poważne. Ja twierdzę, że energetyce potrzebne są pieniądze. Duże pieniądze! Osobiście uważam, że wystarczyłaby podwyżka 15-procentowa. A boję się, że mechanizm wprowadzany w życie, a wyłączający de facto działanie rynku, spowoduje podwyżki co najmniej 3- procentowe i załamanie ciężkich gałęzi naszej gospodarki.

Spotkamy się za trzy lata i zobaczymy, kto ma racje. Jeszcze raz powtórzę: energetyka potrzebuje pieniędzy, ale kierowanych do niej w ramach mechanizmów rynkowych, a nie poza nimi. Wtedy, być może, społeczeństwo udzieli przyzwolenia na podwyżki. A straszenie konkurencją z zachodu to jest taki chwyt polemiczny, nie mający żadnego uzasadnienia ani technicznego, ani ekonomicznego.

Dokończenie znajdziesz w wydaniu papierowym. Zamów prenumeratę miesięcznika ENERGIA GIGAWAT w cenie 108 zł za cały rok, 54 zł - za pół roku lub 27 zł - za kwartał. Możesz skorzystać z formularza, który znajdziesz tutaj

Zamów prenumeratę




| Powrót |

Artykuł opublikowany pod adresem:     http://gigawat.net.pl/article/articleprint/715/-1/63/

Copyright (C) Gigawat Energia 2002