Artykuł opublikowany pod adresem:     http://gigawat.net.pl/article/articleprint/9/-1/11/

W. Cimoszewicz: Na wschodzie bez zmian…


Informacje Numery Numer 10/2002

O ile minister Wiesław Kaczmarek na spotkanie w krakowskim klubie „Pod Jaszczurami” organizowane cyklicznie pod auspicjami warszawskiej „Polityki” przybył kilka miesięcy temu pociągiem ekspresowym, o tyle szef polskiej dyplomacji, były premier Włodzimierz Cimoszewicz przyjechał wprost ze stolicy czarną limuzyną marki BMW serii 7 wraz z całym przynależnym borowsko-policyjnym orszakiem.

Minister Cimoszewicz ma zapewne uraz jeszcze z czasów, kiedy w rządzie Józefa Oleksego sprawował tekę ministra sprawiedliwości, wtedy bowiem zdarzył mu się przykry incydent. Bawił wtedy na raucie z jakiejś ważnej okazji w stołecznym hotelu „Forum”. Jego kierowca bez asekuracji poszedł do toalety, a auto - wraz z rządowymi dokumentami w bagażniku - rozpuściło się bezpowrotnie w warszawskim smogu. Teraz ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo ministra i majątek polskich podatników wolą dmuchać na zimne. I trudno w dzisiejszym jeszcze bardziej skomplikowanym świecie odmówić im racji.
Szefa polskiej dyplomacji pytaliśmy jednak nie o limuzyny, a o polską politykę wschodnią ze szczególnym uwzględnieniem jej aspektów energetycznych. I chociaż polityka gospodarcza jest częścią polityki zagranicznej, zaś energetyka tylko częścią gospodarki, to właśnie wymiana towarowa z Rosją opiewająca głównie na surowce energetyczne przynosi nam... 4 mld dolarów deficytu czyli 1/3 deficytu całego polskiego ujemnego bilansu handlowego.
Minister z ręką na sercu przyznał, że w tej dziedzinie mamy najmniej powodzeń o ile to w ogóle właściwe słowo. A jeszcze 5 lat temu mieliśmy dodatnie saldo handlowe obejmujące zarówno wymianę oficjalną jak i nieoficjalny przygraniczny handel bazarowy. To właśnie na sprzedaży do Rosji odkuła się i podniosła z klęczek cała Łódź...

Woda gazowana
za 150 mln dolarów

Jeszcze kilka lat temu sprzedawaliśmy do Rosji rocznie napojów bezalkoholowych za... 150 mln dolarów. Dzisiaj to wszystko się odwróciło, po części za sprawą drożejących nośników energetycznych, a z drugiej strony zostaliśmy dość skutecznie wyparci z tradycyjnie polskiego rynku żywności przez dostawców z Unii Europejskiej, którzy oferują żywność z unijnymi dotacjami o 30 proc. tańszą od polskiej. Momentem przełomowym był rosyjski kryzys i... - czego już nie dopowiedział minister Cimoszewicz - chwila kiedy wicepremier Balcerowicz ograniczył skutecznie metodami administracyjnymi przyjazdy do Polski Rosjan, zasłaniając się oczywiście wymogami unijnymi. Dzisiaj jest jak jest. Lwia część przerabianej w Polsce ropy pochodzi ze wschodu, teoretycznie możemy ją sprowadzać skądinąd, bo moce przeładunkowe Portu Północnego dwukrotnie przekraczają naszą konsumpcję. Tyle tylko, że - jak zauważył to minister Cimoszewicz - ropa rosyjska jest na razie tańsza niż ta z zachodu. Z gazem jest już inaczej. Infrastruktura techniczna sprawia, iż 90 proc, naszego importu musi na razie pochodzić z Rosji. A tu jesteśmy – o czym wszyscy już dzisiaj wiedzą – przekontraktowani. Zakontraktowane dostawy przekraczają – nawet przy dość elastycznych mechanizmach - znacznie nasze realne potrzeby. Dzisiaj nikt nie chce przyznać się do tego, że ktoś po prostu walnął się wliczeniu. Mówi się i minister Cimoszewicz to podtrzymuje, że wyekstrapolowano trendy rozwojowe, które się nie sprawdziły oraz zbyt pochopnie zakładano eliminowanie węgla z produkcji energii elektrycznej.
Rosjanie na razie nie chcą słyszeć o redukcji zaplanowanych i zakontraktowanych dostaw, ale z drugiej strony strona rosyjska opóźnia realizację drugiej nitki rurociągu jamalskiego. Nasza dyplomacja zabiega więc, aby powiązać obie kwestie i uzyskać konsensus. My zgadzamy się na odstąpienie od budowy drugiej nitki Jamału – Rosjanie odpuszczają nam nadwyżkowe ilości gazu. Rosjanie na razie są jednak nieugięci i o żądnych kompromisach nie chcą słyszeć. Podobnie jak my w sprawie przyszłych wiz dla mieszkańców Obwodu Kaliningradzkiego, choć niektóre państwa Unii Europejskiej, zwłaszcza te bardziej oddalone od Kaliningradu, nie traktują problemu w sposób tak bardzo ortodoksyjny.

Libia i Irak

Przed dziewięćdziesiątym rokiem Libia i Irak to były dwa najważniejsze rynki polskiej ekspansji na Bliskim Wschodzie. Budownictwo przemysłowe, linie energetyczne, autostrady, cementownie, rafinerie, eksploatacja pól gazowych. Po wojnie iracko-irańskiej polskie firmy ewakuowały się stamtąd z niewyrównanymi do dzisiaj stratami. Przez całe lata do 11 września ubiegłego roku, Libia postrzegana była jako siedlisko międzynarodowego terroryzmu i w dobrym towarzystwie wstyd było się przyznawać do jakichkolwiek kontaktów z krajem rządzonym przez pułkownika Kadafiego. Teraz się to zmieniło minister Cimoszewicz mówi o wielu wysokorozwiniętych krajach, które w Libii i z Libią robią ostatnio bardzo dobre interesy. Więc może by warto...
Tylko czy po operacji „Samum”, o której zamiast odczekać „brytyjskie pół wieku”, nasze służby specjalne naplotły wszystkim dookoła, odzyskamy zaufanie świata arabskiego?
Co do Iraku, nasza dyplomacja ma wyrobione zdanie. Irak zagraża światowej cywilizacji i jest to wiedza – podkreśla minister Cimoszewicz – czerpana ze źródeł ogólnodostępnych, a nie tajnych... Polska stoi na stanowisku rozwiązywania problemów metodami dyplomatycznymi, ale wojna świata z Irakiem jest raczej nieunikniona. Tylko nikt nie potrafi przedstawić wiarygodnego scenariusza, co po niej?

Kazachstan

Dzisiaj produkt krajowy brutto całego Kazachstanu stanowi 1 proc. produktu krajowego Niemiec, ale za 5-6 lat Kazachstan będzie wydobywać 100 mln ton ropy naftowej rocznie. Będzie miał pieniądze na przyśpieszone realizowanie swoich potrzeb konsumpcyjnych. Warto więc być na tym rynku. Innym niezwykle dynamicznym rynkiem są Chiny, ale tam jakoś nie odnosimy specjalnych sukcesów. Minister Cimoszewicz odpowiada tu niejako sam sobie, że próbujemy sprawy załatwiać na szczeblu centralnym, zaś tam znacznie skuteczniejsze są rozmowy z gubernatorami poszczególnych prowincji. A my w takim wielkim kraju mamy ambasadora i radcę handlowego, podczas gdy inne kraje wydają pieniądze na promocję siebie i swojej gospodarki. Ostatnio załatwiono na przykład na szczeblu rządowym obietnicę zakupu przez stronę chińską kilkuset samochodów osobowych z Polski.
Minister Cimoszewicz zapowiada przegrupowanie sił i środków – zmniejszenie obsady placówek w krajach, które przestały być istotne z polskiego punktu widzenia czy nawet likwidację niektórych, a wzmocnienie ich tam, gdzie to potrzebne oraz otwarcie polskiej placówki w Singapurze (aż dziw bierze, że tam jej jeszcze nie mamy).


Jacek Balcewicz




| Powrót |

Artykuł opublikowany pod adresem:     http://gigawat.net.pl/article/articleprint/9/-1/11/

Copyright (C) Gigawat Energia 2002