Artykuł opublikowany pod adresem:     http://gigawat.net.pl/article/articleprint/638/-1/59/

Kara dla Stoenu za blackaut w Warszawie


Informacje Numery Numer 12/2005

Skończyła się ryzykowna „jazda bez trzymanki” w polskiej elektroenergetyce. Na spółki dystrybucyjne padł blady strach. Prezes Urzędu Regulacji Energetyki, dotychczas postrzegany jako osoba dość powściągliwa, tolerancyjna i wyrozumiała, „wyszedł z siebie” i sięgnął po broń najcięższego kalibru, jaką ma w swoim arsenale – wysokie kary pieniężne.

Na razie ukarał firmę, choć może bardziej dotkliwie w takich przypadkach ukarać także personalnie zarząd - grzywną sięgającą ich trzymiesięcznego wynagrodzenia.
22 listopada 2004 r., o godz. 18,31 na 129 minut całą południową część lewobrzeżnej Warszawy spowiły ciemności. Zasilania nie było na Mokotowie, Ochocie, Woli, Ursynowie, we Włochach i Wilanowie. Międzynarodowe Lotnisko na Okęciu wstrzymało starty i lądowania samolotów, kierując znajdujące się w powietrzu maszyny na lotniska zapasowe.

Przestało funkcjonować metro. Na szczęście pociągi zatrzymały się akurat na stacjach i nikogo nie trzeba było ewakuować z tuneli. Elektrociepłownia „Siekierki” funkcjonowała dzięki zasilaniu awaryjnemu z własnych agregatów. Zamilkło kilka małych, lokalnych stacji radiowych. Zgasła sygnalizacja świetlna i oświetlenie uliczne. W wielu sklepach w obawie przed kradzieżami personel chwilowo „zaaresztował” klientów. Sporo osób utknęło w windach, z których uwolnili ich dopiero strażacy.

Władze stolicy miały sporo pretensji do Stoenu, odpowiadającego za energetyczne zasilanie Warszawy. Przede wszystkim za brak szybkiej informacji i łączności. Współpracę ze Stoenem podczas usuwania skutków awarii negatywnie ocenił szef stołecznego Biura Zarządzania Kryzysowego, Lucjan Bełza.

Jak tłumaczyła wtedy rzeczniczka Stoenu Iwona Jastrzębska, awaria miała charakter wypadku losowego. Później dopiero okazało się, że zniszczone izolatory miały po... 37 lat, co poniekąd potwierdziło tezy mówiące o tym, iż właściciel sprywatyzowanego Stoenu (niemiecka grupa RWE), chcąc jak najszybciej odzyskać zainwestowane w kupno spółki pieniądze, oszczędza na remontach oraz służbach utrzymania ruchu.

Prezes nie zapomina
Niemal w rok od tamtego wydarzenia, do tematu powrócił prezes Urzędu Regulacji Energetyki Leszek Juchniewicz i wymierzył spółce Stoen rekordową w historii polskiej elektroenergetyki karę pieniężną w wysokości 7 mln 650 tys. zł za „nieutrzymywanie w należytym stanie technicznym obiektów, instalacji i urządzeń elektroenergetycznych na terenie m.st. Warszawy oraz naruszenie warunków udzielonej koncesji na dystrybucję energii elektrycznej, a więc niewypełnianie zobowiązań wynikający z postanowień art. 56 ust. 1 ustawy Prawo energetyczne”.

Na podstawie zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego URE ustalił, że Stoen nie dołożył należytej staranności w wykonywaniu działalności koncesjonowanej w zakresie dystrybucji energii elektrycznej, co doprowadziło w 2004 r. do 813 awarii o łącznym czasie trwania 28 dni, w tym do awarii o niespotykanej dotąd skali w dniu 22 listopada 2004 r. Bezpośrednią przyczyną awarii – jak ustalono – było zerwanie dwóch ceramicznych izolatorów długopniowych typu VKLF 75/16, które eksploatowane były przez okres 37 lat, a więc prawie dwukrotnie dłużej aniżeli przyjęty dla nich okres eksploatacji. Jak bowiem wynika z ekspertyzy opracowanej przez Instytut Podstaw Elektrotechniki i Elektrotechnologii Politechniki Wrocławskiej, eksploatacja tego typu izolatorów przez okres dłuższy niż 20 lat jest obarczona znacznym ryzykiem awarii. Zatem powinny one pilnie zostać wycofane z użytku.

Tak wysoka kara ma mieć, zdaniem prezesa Juchniewicza, w stosunku do Stoenu aspekt wychowawczy, zaś w odniesieniu do innych spółek dystrybucyjnych charakter prewencyjny. Kompleksowa wymiana wadliwych i przestarzałych elementów sieci powinna dla wszystkich z nich stanowić najwyższy priorytet w codziennej trosce o niezawodność dostaw i komfort odbiorców.

Stoen „idzie w zaparte”
Zarząd Stoenu poinformował, że odwoła się do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumenta w związku z wymierzeniem przez URE - jego zdaniem - nieuzasadnionej kary. Natomiast na temat największej w historii polskiej elektroenergetyki awarii dyplomatycznie milczy, skupiając się jedynie na izolatorach VKLF i VKLS. I zaraz dodaje, że przecież takich samych używają w swoich sieciach wszystkie inne spółki dystrybucyjne oraz operator krajowego systemu przesyłowego spółka - PSE Operator. Specjaliści Stoenu szacują, że w całej polskiej sieci energetycznej jest ok. 200 tys. tego typu izolatorów a tylko 5% funkcjonuje w sieci Stoen. Podnoszą także, iż awaryjność wspomnianych izolatorów w ciągu minionej dekady wyniosła zaledwie 0,001%.

Na stronach korporacyjnych spółki umieszczono kilka wykresów, których autorzy powołując się na dane Agencji Rynku Energii z kwietnia 2005 r. wykazują, że ilość energii niedostarczonej z powodu awarii sieciowych systematycznie w Stoenie maleje. W 2002 r. było to 0,007%, w 2003 r. 0,006%, a w 2004 r. 0,005%, zaś np. awaryjność linii kablowych niskiego napięcia jest w tej firmie o 1,1% mniejsza od średniej ogólnopolskiej. O tym, kto ma rację w tym sporze, rozstrzygnie sąd. Na ten wyrok wszyscy będą oczekiwać z zainteresowaniem, niecierpliwością, ale i strachem.

To naturalne, że Stoen broni się jak może. Każdy w cywilizowanym kraju ma prawo do obrony. O wszystkim rozstrzygnie sąd antymonopolowy, który jak uczy praktyka choćby Telekomunikacji Polskiej w stosunku do monopolistów kontrolowanych przez firmy wywodzące się ze starej Unii Europejskiej był do tej pory dość wyrozumiały. Mam jednak wrażenie, że argumentacja Stoenu przypomina typową rozmowę „o chlebie i o niebie”. Prezes URE mówi wyraźnie i precyzyjnie o 813 awariach w 2004 r. i w tym tej największej, która 200 tys. ludzi i1/3 obszaru stolicy europejskiego kraju w środku Europy pozbawiła totalnie na 2 godziny energii elektrycznej. Precyzuje też łączny czas trwania wszystkich awarii w sieci dystrybucyjnej Stoenu i to jest podstawą wyprowadzenia tezy „o nieutrzymywaniu w należytym stanie technicznym obiektów, instalacji i urządzeń”. Stoen nie kwestionuje tych liczb oraz metodyki przeprowadzonych wyliczeń. Twierdzi natomiast, że awaryjność izolatorów w ciągu minionego dziesięciolecia sięgnęła u nich jedynie tysięcznej części procenta. Więc nic się nie stało. A przy okazji donosi na kolegów. Takie izolatory, nawet więcej niż my, też mają inni, w tym PSE Operator. Przypomina to tłumaczenie młodocianego kierowcy, który pędząc po lodzie na łysych oponach wpadł w poślizg i ze zdumieniem twierdził, że tak przecież jeżdżą wszyscy.


Dokończenie znajdziesz w wydaniu papierowym. Zamów prenumeratę miesięcznika ENERGIA GIGAWAT w cenie 108 zł za cały rok, 54 zł - za pół roku lub 27 zł - za kwartał. Możesz skorzystać z formularza, który znajdziesz tutaj

Zamów prenumeratę




| Powrót |

Artykuł opublikowany pod adresem:     http://gigawat.net.pl/article/articleprint/638/-1/59/

Copyright (C) Gigawat Energia 2002